Samotnie brzegiem morza - takie Baltic Travel ;)

mapa
Trasa: Piła, Polska, Wielkopolskie@53.15097,16.73823 - Piła, Polska, Wielkopolskie@53.15097,16.73823
Data: 2009-08-02 - 2009-08-05
Dystans: 960km
Autor: Batman

  DZIEŃ I
No i stało się… Czas ruszać w pierwszą w życiu samotną podróż. Tzn. w dłuższą podróż. Szybki montaż pakunków na maszynę, po chwili w cylindrach pojawia się ogień i tak zaczyna się moja przygoda z samotnym wyjazdem wzdłuż polskiego morza.
Droga do Piły mija standardowo – bo co może ekscytować w drodze (głównie prostej i nierównej), którą się przejeżdża kilka razy w miesiącu? W Pile obieram kierunek na Jastrowie. Na początku droga koszmarna ale później super. Po takich drogach by się chciało jeździć każdego dnia… Przed Jastrowiem zagapiłem się na przejeździe kolejowym i stało się… Potrąciłem lokomotywę. Kto nie wierzy może jechać i sam zobaczyć na własne oczy, co potrafi Yamaha. Mam nadzieję, że rachunek z PKP będzie nie za duży…
Dalej Człuchów i kawka z placuszkiem u Beaty. W miłym towarzystwie zleciało z 40 minut. Ale nie ma to tamto, czas ruszać dalej. Droga woła ;) . A dokładniej Kościerzyna woła. Tam właśnie podjąłem złą i dobrą jednocześnie decyzję. Oczywiście chciałem skrócić drogę. Zamiast do Żukowa pojechałem do Kartuz. Tam tankowanie i kierunek na Przodowo. Łącznie przejechałem ponad 50 km więcej ale od Przodowa do Nowego Dworu Wejherowskiego była pusta cudowna droga z samymi winklami. Warto było :)
Po tej motocyklowej strawie dość szybko pojawiła się tablica z napisem Wejherowo, następnie Puck i Władysławowo. We Władysławowie piękny widok na zatokę Pucką. Został już tylko Hel.
Korek? Był oczywiście… ale w drugą stronę ;) Ja jechałem jak Pan. Jednak przyjazd niedzielnym późnym popołudnie ma swoje wielkie plusy…
O 19:44 staję przed bramą z „wszystkomówiącym” napisem HELCAMP. 
Po rozbiciu namioty czas na chłodne piwko (rozkosz dla podniebienia) i ruszam w miasto póki jeszcze jest tak jasno.


DZIEŃ II
Pobudka o 8 rano (wiem wygodny jestem) i znów trochę łażenia. W międzyczasie śniadanie pod supermarketem.
Po 10 spotkanie z Kasią z którą byłem tu umówiony. Do 12 w bardzo miłym towarzystwie czas znów szybko zleciał. Teraz już tylko pakowanie i w dalszą drogę. Tyle zobaczyłem Helu. Nic co sobie obiecałem zobaczyć ;) .
Start o godzinie 13:00. Do Władysławowa droga taka sama jak wczoraj – nic się nie zmieniło. Korek też jest i z nów w odwrotną stronę – ale mam fart :).
We Władysławowie wybieram drogę przez Jastrzębią Górę i Karwię. Masakra! Nigdy więcej. Nie dość, że straszna nawierzchnia to jeszcze całą drogę wlekę się w korku. Na odcinek Władysławowo – Karwia straciłem ponad godzinę.
Przejeżdżając przez Krokową zacząłem mieć odczucie, że gdzieś na drodze w końcu lunie. Ale nic to. Co się będę przejmował. Martwił się będę jak zacznie padać.
Droga przez Choczewo, Wicko, Słupsk i Ustkę mija bardzo przyjemnie. Tylko trochę późno zaczyna się robić. W Słupsku tankowanie – przejechałem 278 km i z kija polałem 12 litrów – nie jest źle.
Za Darłowem następna zmiana planów. Walę prosto na Koszalin. Nie jadę przez Łazy, Mielno, Ustronie M. To była dobra decyzja. Na obrzeżach Koszalina pękło niebo (ta… co się będę przejmował… ;) ). Najpierw mżawka a na wysokości Ustronia już regularna ulewa. A ja nie mam nic przeciw deszczowego!  Oczywiści wystarczyła chwila abym był cały mokry. Do tego dokładnie na ostatnią chwilę dojeżdżam na pole namiotowe w Kołobrzegu. Po rozłożeniu namiotu okazało się, że to co było do tej pory to był tylko deszczyk. To co zaczęło padać to dopiero była ulewa. A ja taki sam w małym namiocie pod drzewami. A, może te dęby nie pospadają na mnie do rana. Zresztą pal licho drzewa, moto stoi na centralce i bałem się, że deszcz może podmyć ziemię i albo Yama legnie na mnie albo na niemcowy samochód. Aara, leć gdzie chcesz, ja idę spać.

 

1 2

zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie
zdjecie

©2008-2012 moto-turystyka.pl         Polityka prywatności         kontakt: